Avengers

James Buchanan Barnes:

Jak z twoimi wspomnieniami? Pamiętasz już cokolwiek z dawnego życia?
Czy planujesz jakąś zemstę za to co ci zrobili?

Jeszcze jedno i już nie ględzę :) I czy to prawda, że coś łączyło cię z Agentką Romanoff? Jeśli tak, to co?

Savio

Odpowiedź:

Pamiętam co nie co... ale niezbyt wiele. Czasem przed oczyma przemkną mi wizje z przeszłości, ale nic konkretnego. Z reguły wszystko to się już powtarza. Może powinienem sięgnąć po pomoc w sprawie ustalenia pewnych rzeczy z mojej przeszłości.
Nic mnie nigdy nie łączyło z Natashą i raczej nie będzie. Możecie zapomnieć o tych plotkach i chorych wymysłach.
Zemsta? Niby po co, skoro nie wiadomo tak właściwie, na kim się mścić. Jak na razie jest mi wszystko jedno.






Anonimowy pisze ...

Bruce Banner: 
Witam jestem ciekawa jak panu się pracuje w Avengers i w jakiej postaci częściej pan bywa w Hulka czy Małego bannera ? //Lumos

Odpowiedz:

 Witam cię Lumos otóż z Avengers pracuje mi się bardzo dobrze. Uwielbiam kłótnie z Havkiem kiedy on i Hulk zawsze mają do siebie jakieś pretensje o wszystko. A z postacią bywa zmiennie raz że jestem Hulkiem a raz Bannerem ale bardziej staram się bywać w ludzkiej postaci bo ten prawdziwy ja mniej na swojej drodze niszczy a kiedy jest coś do rozwalenia wzywam zielonego
Dziękuję za Pytanie i pozdrawiam :)








Tulia Luper pisze...

Szanowny Panie Stark!
Interesuje mnie czy jest możliwe przy zastosowaniu Pańskiej technologii wyprodukowanie pancernej, samowystarczalnej i samozasilanej wanny - Iron Wanny.
Pytam oczywiście czysto teoretycznie, gdyż mój dziadek - Tulse Henry Purcell Luper - badacz, pisarz i podróżnik, opisał w jednej ze swoich prac wannę jako jeden z 92 obiektów, które reprezentują świat. ("92 objects to represent the world"). W trakcie swoich burzliwych przygód wielokrotnie używał wanny jako łóżka, schronienia w trakcie nalotu, spiżarni, garnka na zupę, środka lokomocji, przebrania, akwarium, prowokacji, broni i oczywiście jako wanny samej w sobie.
Jako kontynuatorka badań mego dziadka oraz jako, że jestem ogromną adoratorką Pańskich dokonań, niezmiernie interesują mnie przemyślenia Pana na temat tego, wydawałoby się pozornie zwyczajnego, jednak niebywale użytecznego obiektu jakim jest wanna.

Z wyrazami szacunku,

Odpowiedź:

Cóż... w sumie nie spodziewałem się nigdy czegoś takiego. Oczywiście... taki projekt byłby możliwy, jednak nie jestem do końca pewien co do użycia, funkcji i tego typu spraw. Gdybym miał za zadanie stworzyć coś takiego, nie byłoby z tym kłopotu, jednak zanim w ogóle wezmę się za takie coś, musiałbym mieć w szczegółach opisany pomysł.
Nie ukrywam, że dosyć ciekawy pomysł, Kotku ;d




Tulia Luper pisze...
Do Pana Kapitana Stevena Rogersa:

Szanowny Panie Kapitanie!
Jestem ogromnie wdzięczna za tak szybką odpowiedź. Nie ma Pan pojęcia jak szybko serce zaczęło mi bić, kiedy czytałam Pański list. Jestem ogromnie wdzięczna i wzruszona, bo obawiałam się, że nie będzie Pan pamiętał tego zdarzenia, albo, że to wszystko okaże się nieprawdą. Wszystkie listy, które ostatnio otrzymałam upewniają mnie, że każde słowo w pamiętnikach mojego dziadka jest prawdą. Odkryłam również, że po ucieczce z Antwerpii udał się do Francji.
Nie wiem czy to ma dla Pana jakiekolwiek znaczenie, ale jestem właśnie teraz w Belgii, byłam na tamtej pamiętnej stacji kolejowej oraz odwiedziłam w Hospicjum przy Katedrze Najświętszej Marii Panny pana Aloisa Rottenfeld, który w 1939 miał 16 lat, był synem kioskarki i sprzedawał gazety pod hotelem przy głównej stacji Antwerp (wołano na niego wtedy "Ratte" czyli "Szczurek"). Pamiętał mojego dziadka jako jednego z dwóch więźniów przetrzymywanych na stacji przez Brygadę Czerwonego Lisa, chociaż nigdy z nim osobiście nie rozmawiał, przekazywał mu czasem gazety i jedzenie. Opowiedział mi jednak, że z Panem rozmawiał wielokrotnie i przykazał mi ciepło Pana pozdrowić jako serdecznego przyjaciela i przekazać, że miał Pan rację odnośnie Hitlera. Nie dodał nic więcej, mówił, że będzie Pan pamiętał o co chodzi.
Nie mógł mi opowiedzieć wiele na temat historii ucieczki z tamtej nocy, która interesuje mnie najbardziej. Powiedział tylko, że przekazał Panu ubranie pożyczone od jego matki i podejrzewał, że miało służyć do przebrania. Niestety nie udało mi się znaleźć nikogo więcej, kto znałby tamtą przygodę, dlatego gdyby kiedykolwiek znalazł Pan czas i ochotę na spisanie wydarzeń z tamtego dnia to chociaż zasugerował Pan, że nie będzie się rozpisywał, chciałabym zapewnić, że nic nie sprawi mi większej przyjemności niż przeczytanie tych słów i poznanie szczegółów, które może dla Pana wydają się nieistotne a dla mnie każdy ten drobiazg jest kolejnym śladem i pomocą w spisywaniu dziejów mojego przodka.
Pański list upewnił mnie w przekonaniu jest jest Pan dokładnie takim człowiekiem jakiego opisywał mój dziadek Tulse, lojalnym, prawym i skromnym. Jeszcze raz dziękuję za Pańską odpowiedź.

Szczerze oddana,
Tulia Luper


Odpowiedź:

 Z wielką chęcią czytałem i odpisywałem na Twój list. Co prawda niewiele pamiętam po tym, gdy siedemdziesiąt lat przespałem w lodzie, ale bywają takie momenty, kiedy mam przebłyski pamięci. Pojawiają się czasem w moim umyśle krótkie epizody wydarzeń z dawnych lat. Ostatnio było tak, gdy rozmawiałem z Marią. Poruszyliśmy temat bardzo delikatny dla mnie. Nie pamiętam o pożyczonym ubraniu. Z resztą nie zrobiłoby to różnicy, bo minęło tyle lat, a poza tym od długiego czasu przebywam w Tarczy, gdzie z resztą mam już swoich przyjaciół. Nigdy nie spodziewałem się co prawda, że zaprzyjaźnię się z szefową, ale tak się stało. 
Nie przypominam sobie o co chodzi z wydarzeniami "tego" dnia. Przez 70 lat spędzonych w lodzie moje ciało niestety bardzo ucierpiało. Spróbuję jednak wszystkiego, aby specjalnie dla Ciebie usiłować przypomnieć sobie coś z tamtego czasu.
Spróbuję pomóc Ci w spisywaniu tego tak, jak mogę... nie wiem, na ile zdołam pomóc, ale przynajmniej spróbuję.



Anonimowy pisze...
Natasha Romanoff: Załóżmy, że jest taka sytuacja... film "Captain America" nie istnieje, a na jego miejscu jest film o Tobie. Gdybyś miała możliwość samodzielnego wybrania sobie partnera, kim by on był? (TYLKO chłopcy z drużyny Avengers)

Odpowiedź : Jeśli takie jest założenie, sądzę, iż wybrałabym Clinta Bartona. Widać jak na dłoni w Avengers, że coś nas łączy, więc bez wahania wybrałabym jego. Nie widzi mi się współpraca z kimkolwiek innym, jeśli chodzi i grupę Avengers. 

Pozdrawiam! :)



lokid pisze...

         Clint Barton: Co sądzisz o "związku" agentki Romanoff z Rogersem?

                     Odpowiedź: Szczerze mówiąc, mam to gdzieś, że tak powiem. Nie mam nic do tego, skoro ludzie odpowiadający za tę historię tak sobie wymyślili, to tego nie zmienię. Ale tak właściwie... wiele osób chodzi że tak powiem "podjaranych" tą sprawą... no mnie osobiście to nie jara. Nie jestem jak to ktoś powiedział -zazdrosny o Tashę. -_- . Jeśli przeczytaliście/przeczytacie opisy postaci zawarte w zakładce o takiej nazwie, dowiecie się, że ja jestem w związku z całkiem kimś innym. Nigdy wcześniej nie spodziewałem się kogoś takiego w moim życiu, ale mimo wszystko jestem z nią bardzo szczęśliwy.
Odbiegnę odrobinę od pytania, ale skoro ogólnie rzecz biorąc odpowiedziałem, mogę chyba pozwolić sobie na trochę więcej. Jak wspomniałem, wiele osób chodzi najaranych na ten "związek". Powiedziałem również, że nie należę do takich osób. O wiele bardziej ciekawiłoby mnie odrobinę większe skupienie na postaciach, które wcześniej nie były ukazywane w większym świetle. Chodzi mi głównie o postać Marii Hill, którą wprost kocham jako bohaterkę filmu występującą w filmach, gdzie pojawia się Tarcza. Wiele osób może mnie styrać i powiedzieć "ona nie jest bohaterką, mamy ją gdzieś" . A ja właśnie nie. Może i nie jest super-bohaterką, jak IronMan, czy inni, ale wydaje mi się bardzo ważną i interesującą postacią. Z tego co zdążyłem zaobserwować, interesuje się nią o wiele więcej osób, niż myślałem na początku. Z ogromnym zaciekawieniem oglądnąłbym film, gdzie jako przynajmniej jeden z głównych bohaterów wystąpiłaby Cobie w roli Marii. Nie narzekałbym na jakiś ciekawy wątek miłosny. W sumie to interesujące byłoby, gdyby związała się z jednym z tak zwanych "super-bohaterów". No sorry, ale to, że taki IronMan, czy Thor (takie przykłady... pierwsze lepsze.) znajduje sobie jakąś dziewczynę, która nie ma kompletnie nic wspólnego z choćby małą częścią tego, czym oni się zajmują jest przereklamowane. Ciągle, przy każdym bohaterze jest dokładnie to samo. Przepraszam za oddalenie się od tematu, ale w sprawie pytania również się wypowiedziałem. A to, co nastąpiło w tekście później miało pewien związek ze sprawą. Przy okazji macie takie kilka w jednym... co myślę.







Tulia Luper pisze...

Do Pana Kapitana Stevena Rogersa:

Dzień dobry! Nazywam się Tulia Luper i jestem wnuczką człowieka o imieniu Tulse Henry Purcell Luper, który był więziony około 1939 roku przez faszystowską Brygadę Czerwonego Lisa na stacji kolejowej w miejscowości Antwerp. W swoich pamiętnikach dziadek wspomina, że spotkał tam Pana i to właśnie wydarzenie jest przedmiotem mojego listu. Niestety część zapisków dziadka uległa zniszczeniu, te które przetrwały są trudne do odczytania (miał bardzo niewyraźnie pismo, dodatkowo pisał specjalnie nieczytelnie po to, żeby stenotypistka pracująca dla faszystów miała problem z rozszyfrowaniem jego notatek. Przy okazji, stenotypistka ta była największą miłością mojego dziadka, nazywała się Cissie Colpitts i była mojej świętej pamięci babcią, która zmarła 6 lat temu i nigdy nie dowiedziała się gdzie spoczywa lub nadal żyje jej ukochany.)
Z tego co udało mi się przeczytać mój dziadek był Panu ogromnie wdzięczny za pomoc w ucieczce z hotelowej łazienki na stacji Antwerp, gdzie był więziony i ogromnie żałował, że nie mógł Panu podziękować, gdyż nigdy więcej się nie spotkaliście, (przynajmniej tak wynika z zapisków z 1942 roku). Chciałabym, żeby wiedział Pan jak wiele to dla niego znaczyło i w jego imieniu oraz własnym, bo nie byłoby mnie na świecie gdyby nie Pan, chcę powiedzieć - dziękuję.
Załączam do listu zdjęcia dziadka wykonane na początku 1939 roku. Nosi na nich mundur tylko dlatego, że został tak ubrany do zdjęcia przez zarządcę stacji - grubas na drugim zdjęciu po prawej, który chciał wykorzystać więźnia do własnych celów. Dziadek nigdy nie był wojskowym i chociaż sam był pacyfistą rozumiał powody dla których chciał pan wstąpić do wojska, bardzo Pana szanował i podziwiał. Postaram się opisać go tak, żeby jak najlepiej przybliżyć panu jego osobę. Był pisarzem, artystą i podróżnikiem. Nosił zawsze białą koszulę i mówił z brytyjskim akcentem. Mógł mieć też w tamtym czasie charakterystyczny opatrunek w miejscu wąsów, gdyż jeden z klawiszy za pierwszą próbę ucieczki wyciął mu nożem poziomą szramę nad górną wargą (być może faszystów denerwowali ogoleni mężczyźni bez wąsów). Prawdopodobnie miał też na ciele liczne ślady pobicia, gdyż kilka dni przed ucieczką przebywał tam niejaki Percy Hockmeister, mormoński zwolennik faszyzmu, który według opowieści mojej babci, która podsłuchiwała pod drzwiami tamtej nieszczęsnej łazienki, zakatowałby go prawie na śmierć, gdyby nie został powstrzymany przez zarządcę stacji. Brutal Hockmeister został w dniu ucieczki dziadka znaleziony martwy w swojej wannie, ale pamiętniki nie mówią kto go zabił i dziadek chyba nigdy się tego nie dowiedział. W każdym razie, ktokolwiek to był, dopełnił sprawiedliwości na tym niegodziwym człowieku.
Mam nadzieję, że to co napisałam obudzi w Panu jakieś wspomnienia dotyczące tamtych czasów i będę ogromnie wdzięczna za jakąkolwiek wzmiankę, która pozwoli mi na odkrycie prawdy i spisanie burzliwych przygód dotyczących życia niezwykłego człowieka jakim był mój dziadek, Tulse Henry Purcell Luper.

Zdjęcie 1. http://oi61.tinypic.com/ejefk6.jpg
Zdjęcie 2. http://oi57.tinypic.com/2ptqna9.jpg

Z poważaniem,
Tulia Luper

Odpowiedź:

Witam Cię bardzo serdecznie. Na wstępie powiem, że bardzo miło mnie zaskoczyłaś. Nie spodziewałem się, że biorąc udział w projekcie na blogu Marii spotkam się z czymś takim. Sądziłem raczej, że nie znajdę tutaj nic innego, niż tylko pytania w stylu "masz dziewczynę", "kim dla Ciebie jest on/ona" lub coś takiego. Cieszę się, że stało się jednak inaczej. Jest to pierwsze pytanie do mnie, więc odrobinę się denerwuję. Nie chciałbym niczego "zawalić".
Nie chcę rozpisywać się tak, żeby wyszło to dłuższe, niż opowiadania Marii. (wiem co mówię... )
Przejdę krótko i zwięźle do sprawy Twojego dziadka. Nie wiem wiele o tym człowieku. Wiesz już, że nie mieliśmy specjalnej okazji się poznać. Nie mogłem zrobić inaczej. Pomoc w tej ucieczce była dla mnie pewnego rodzaju obowiązkiem. Chyba każdy wie, jaki ten czas był trudny. Nie tylko dla ludzi jak Twój dziadek, lecz wszystkich. Każdy który mógł pomóc rówieśnikom, robił to natychmiast, lub przynajmniej próbował... (mówię tu o tych, którzy stracili swoje życie, poświęcając się dla dobra bezbronnych ludzi. )
Niestety niewiele mogę powiedzieć Ci o Twoim dziadku. Przynajmniej w chwili obecnej. Niewykluczone jednak, że po czasie coś sobie przypomnę, lub zdobędę informacje z innych źródeł. Łatwo będziesz mogła się ze mną skontaktować, nie zadając już pytań dotyczących tego. Zostaną udostępnione nasze facebook'owe konta w prawym pasku bocznym, gdzie mieści się lista wszystkich bohaterów.
Pozdrawiam.







Riven de Chamber pisze...

           Tony: Wybacz, dopiero poznaję jak to wszystko tutaj działa :). Już się podporządkowuję i obiecuję przestrzegać regulaminu :).

Czyli jednak jest ktoś, kto stoi przy Twoim boku. Myślisz, że z tego związku zrodzi się coś poważniejszego, na więcej niż "mgnienie oka"?

Co do ciasta, jak już będziesz miał zamiar wpaść uprzedź, by mi zakalec nie wyszedł :)

                      Odpowiedź:  Oczywiście, że uprzedzę ;D
 Sądzę, że owszem... może wyjść z tego coś więcej. Przynajmniej mam taką nadzieję. W sumie nie za bardzo uszczęśliwia mnie wizja mnie w wieku 80 lat siedzącego samotnie w fotelu.





Riven de Chamber pisze...
 
Tony, czyli jesteś wolny. Zapraszam do mnie na kawę czy coś. Podobno piekę dobre ciasta ;>.
Myślisz, że nadejdzie taki czas w Twoim życiu, kiedy zapragniesz stworzyć prawdziwą rodzinę? Wiesz, dom na obrzeżach miasta, żona przy boku, a wokół Was gromadka dzieci...

              Odpowiedź: Po pierwsze, muszę powiedzieć coś dotyczącego samej kategorii, gdzie został dodany komentarz. Komentować można każdą zakładkę, w tym nie ma absolutnie żadnego problemu. ALE... jeśli komentarz nawet po części jest w formie pytania do poszczególnego bohatera, proszę natychmiast przejść do zakładki "Zadaj pytanie" i dopiero tam napisać. :)

Co do samego pytania... jest to bardziej skomplikowana sprawa, niż myślisz. Byłem "wolny" że tak powiem dwa lata z groszem. Po rozstaniu nie wplątywałem się w więcej związków. Później błyskawicznie nastąpiła sytuacja z Marią. Obecnie mam dziewczynę... nic więcej, tylko dziewczynę. Nie wiem, co będzie dalej. Gdybym miał przestawiać status na facebooku, wybrałbym raczej "To skomplikowane".

Tak w ogóle, chętnie wpadnę na ciasto i kawę  ; *






HawkGirl <3  pisze...

               Clint Barton; Wyjawisz nam tajemnicę swoich genialnych umiejętności strzelania? :D

                          Odpowiedź:


                                      Hmmm... powiem jedynie... oczy ZAWSZE na cel  :D





 
Anonimowy pisze...                                                 
 


Tony Stark; Co z tobą i Peper?


           Odpowiedź:  

                          Pozwól, że po części odpowiem pytaniem na pytanie. A co miałoby z nami być? Od dawna nie jesteśmy razem. Z całym szacunkiem, ale Ona sama do tego doprowadziła. Po tym, gdy urządziła mi aferę, której powodu nie jestem nawet do końca świadomy, wyjechała. Nie wiem gdzie jest, nie wiem co się z nią dzieje. Jeżeli chciała zerwać, mogła to zrobić spokojnie, jak normalni, dorośli ludzie. Zamiast tego wykorzystała pierwszą lepszą okazję żeby wszcząć kłótnię i po prostu odejść. Nie chcę, aby brzmiało to jak coś w stylu: "Ona zawiniła, ja nie. Ona jest ta zła, ja dobry i niewinny". Nie, nie o to mi chodzi. Po prostu to jest moja perspektywa.

 Pozdrawiam :-)






2 komentarze:

  1. " Załóżmy, że jest taka sytuacja... film "Captain America" nie istnieje"

    Captain America jest osobą nie filmem.

    [Anonimowy, rozwalasz klimat takimi źle zadanymi pytaniami :/]

    OdpowiedzUsuń
  2. "Captain America" to tytuł filmu... więc ja nie widzę problemu w tym komentarzu. Anonimki proszę nie wszczynać konfliktów. Jeśli pytanie byłoby jakkolwiek niezrozumiałe i źle zadane, zostałoby usunięte od razu. Jest tutaj 26 osób, z czego większość codziennie wiele razy sprawdza bloga, więc przepraszam Cię bardzo, każdy wychwyci błędy. To raz. Dwa, powiedz szczerze, po co to napisałeś? Pytanie zostało zrozumiane odpowiednio przez wszystkich. Jestem tutaj jednym z administratorów, a takie myśli proszę zachowywać dla siebie.

    OdpowiedzUsuń