sobota, 28 czerwca 2014

Jak smakuje wolność: X-23

W ciemnym, prostokątnym pomieszczeniu jedynym źródłem światła był duży ekran, na którym widniały zdjęcia wszystkich członków instytutu X-menów. Przed nim stała postać o kobiecej sylwetce, ubrana w czarny kostium. Szukała kogoś. Nagle zatrzymała przewijanie na jednym ze zdjęć. Na ekranie ukazał się profil Wolverine'a. Kobieta, gdy to zobaczyła, na kilka sekund znieruchomiała. Dopiero po chwili przybliżyła dłoń do monitora. Nagle pojawiły się w jej dłoniach długie, podwójne pazury z adamantium. Z łatwością przecięła ekran na pół, po czym odwróciła się szybko i ruszyła przed siebie. Minęła nieprzytomnego mężczyznę, leżącego na ziemi i wybiegła z pomieszczenia. W każdym pomieszczeniu już roiło się od takich ofiar. Dostała się na dach potężnego budynku. Podeszła do krawędzi i spojrzała w dół. Nagle, słysząc szmery odwróciła się gwałtownie. Zobaczyła przed sobą dwa wielkie psy, a za nimi pięcioro mężczyzn ubranych w ciemne stroje. Każdy z nich dokładnie wymierzał do niej z broni. W jednej chwili odskoczyła w bok, w jej dłoniach znów ukazały się pazury, którymi przecięła wielkie rury. Gaz, który się z nich wydostał pozwolił jej na łatwą ucieczkę. Sprintem ruszyła ku krawędzi budynku, a następnie skoczyła z niego. Podwójne pazury w dłoniach oraz pojedyncze w stopach ułatwiły jej dostanie się na sam dół. Po chwili zniknęła w ciemnościach. Sekundę po tym, światło helikoptera rozjaśniło okolice przy budynku. W słuchawce agenta siedzącego w środku rozległ się krzyk.
-Znalazłeś intruza?!
-Nie... nikogo tu nie ma. -odpowiedział cicho, lecz odrobinę nerwowo.

* * *
W tym czasie, kiedy młoda dziewczyna zbliżała się do instytutu X-menów, na odkrytym terenie obok niego odbywał się właśnie trening prowadzony przez Logana. Gdy uczniowie ustawieni już w rzędzie słuchali nauczyciela, nagle za nimi rozległ się krzyk.
-Czekajcie chwilę! -krzyknął brązowowłosy chłopak z ciemnymi okularami. Scott Summers nie spóźniał się nigdy na zajęcia. Tym razem po prostu zagadał się na korytarzu z Rogue. Ciemnowłosa dziewczyna z białym pasemkiem biegła tuż za nim. Gdy dołączyli do grupy, Wolverine tylko zmierzył ich wzrokiem i kontynuował przedstawianie dzisiejszego przebiegu zajęć. Gdy rozpoczął się trening, nikt nie zauważył nawet, że coś jest nie tak jak powinno. Niby mały, niezauważalny szczegół, ale dość istotny.
Dziewczyna ubrana w czarny kostium siedziała na gałęzi drzewa rosnącego nieopodal i obserwowała uważnie każdego z osobna. Szybko zdjęła maskę z twarzy, a jej brązowe włosy w jednej chwili zostały rozwiane przez wiatr. Zeszła niżej, jednak wciąż nie była widoczna między gałązkami i liśćmi. Jej wzrok zatrzymał się nagle na Loganie. W jednej chwili pojawiły się w dłoniach podwójne pazury. Zacisnęła pięści. Warknęła cicho pod nosem. Chwilę po tym jednak się uspokoiła. Westchnęła tylko cicho, chowając pazury z powrotem. Usiadła, opierając się o pień drzewa.  Uniosła głowę, spoglądając w górę, na czyste, błękitne niebo. Rzadko je widywała. Większość czasu trzymali ją w laboratoriach. Smutne oczy wbiły się w ten widok, a sama dziewczyna zamyśliła się głęboko. Po jakimś czasie, gdy studenci się rozchodzili, jeden chłopak zatrzymał się nagle, wpatrując w drzewo, na którym siedziała długowłosa dziewczyna. Widział jednak między gałązkami tylko czarny materiał i jakby skórę. Słysząc swoje imię, niechętnie odwrócił się i ruszył w stronę instytutu. 
Dziewczyna przykucnęła na barierce tarasu i spojrzała przed okno. Zobaczyła tam troje ludzi siedzących przy stole. Nad kolorowymi kubkami ustawionymi przed nimi unosiła się para. W tej chwili dziewczyna zadrżała z zimna. Nigdy nie zaznała ciepła rodzinnego. Nie miała prawdziwego domu w którym każdego wieczora mogłaby usiąść spokojnie w swoim ulubionym miejscu i napić się gorącej herbaty, wspominając o przeszłości i rozmyślając o następnym dniu. Westchnęła smutno i po chwili zniknęła. Przez kolejne okno na piętrze zobaczyła pokój urządzony w typowo dziewczęcym stylu. Faktycznie, na podłodze obok jednego z łóżek siedziały trzy nastolatki, śmiejąc się i wygłupiając razem. Dziewczyna stojąca na krawędzi parapetu odwróciła szybko głowę i zacisnęła wargi. Łza rozpaczy spłynęła po jej policzku. Ta jednak szybko ją otarła. Warknęła cicho pod nosem i weszła jeszcze wyżej. Przysiadła na dachu. Spojrzała w górę i uśmiechnęła się do migoczących gwiazd oraz jasnego, pełnego księżyca.
Gdy po jakimś czasie zeszła na dół, z łatwością dostała się do środka budynku. Zamknęła okno za sobą i rozejrzała się po pomieszczeniu. Usiadła na krześle przy szachownicy znajdującej się tuż obok tamtego okna i po prostu zaczęła głośno płakać. Kiedy oparła głowę o drewnianą powierzchnię i luźno spuściła na nią ręce, nie powstrzymywała już ani łez, ani łkania. W jednej chwili uwolniły się wszystkie negatywne myśli i bolesne wspomnienia. Nie chciała tego pamiętać. Wolałaby wszystkiego się pozbyć i zacząć całkiem od nowa... szkoda tylko, że było to niemożliwe. A przynajmniej tak sądziła. Zacisnęła pięści i niekontrolowanie wysunęła swoje adamantowe pazury, tworząc przy tym głębokie nacięcia w drewnianej powierzchni.
W tym samym czasie obok pomieszczenia znalazł się profesor Xavier. Czując czyjąś obecność, zatrzymał swój wózek. Mimo tego, że posiadał umiejętności czyniące go najpotężniejszym telepatą świata, był niepełnosprawny.
-Logan? -mruknął cicho, cofając się. Zaglądając do pokoju zauważył dziewczynę płaczącą przy szachownicy. Zbliżył się do niej i położył dłoń na jej ramię. Ta tylko na moment podniosła głowę. Zaledwie po sekundzie ukryła ją z powrotem między ramionami. Nie przestawała płakać. -Jak Ci na imię, dziecko? -spytał zmartwiony, patrząc na drobną, łkającą żałośnie dziewczynę.Ta nagle uniosła głowę, patrząc groźnie na Charles'a.
-Jak mnie nazwałeś?! -krzyknęła głębokim, ale zarazem słodkim i uroczym głosem. Xavier nie zdążył nawet zareagować. W jednej chwili upadł na ziemię, a dziewczyna wybiegła wściekła z pomieszczenia.
Biegła przez długi korytarz, mijając co kilka metrów jakieś drzwi. Budynek był ogromny. Ktoś, kto nie znał dobrze instytutu z łatwością mógł się tutaj zgubić. Na szczęście dziewczyna miała doskonałą orientację w terenie. Łatwo zapamiętywała miejsca, w których już była, dzięki temu nie było jej łatwo zabłądzić. Minusem było jednak to, że nie bywała tu wcześniej i nie miała pojęcia, dokąd tak właściwie teraz biegnie. Nagle, gdy na sekundę odwróciła głowę w tył, wpadła na kogoś i się przewróciła. Szybko uniosła głowę. Przed jej oczyma ukazał się młody, przystojny chłopak o ciemnych włosach. Gdy ten ją zobaczył, wystraszył się. Nie mógł jednak oderwać brązowych oczu od twarzy tajemniczej, obcej dziewczyny. Ta jednak szybko się otrząsnęła i wstała, opierając dłoń o tors chłopaka. Nie wydusiła z siebie ani słowa. Spojrzała tylko jeszcze raz na niego i ruszyła dalej biegiem. On śledził ją wzrokiem, póki nie zniknęła za rogiem, a po tym sam ruszył powoli w swoją stronę.
X-23 zatrzymała się w końcu przy jednej ze ścian i zmęczona już ucieczką oparła się plecami o nią. Minęło zaledwie kilka sekund, a usłyszała głosy zbliżające się w jej stronę. Poczekała jeszcze chwilę, a gdy nadarzył się w końcu odpowiedni moment, wyskoczyła zza rogu, powalając z łatwością nieświadomą grupę młodzieży. Pozostawiła przy tym na ich czołach dziwne, świecące na czerwono czujniki. Podobnie stało się również z Xavierem.
Ruszyła dalej, a ilość studentów padających bez przytomności na ziemię ciągle rosła. Tamten chłopak, na którego wtedy wpadła był jedynym wyjątkiem, ale zrobiłaby pewnie to samo co z innymi, gdyby natknęła się na niego raz jeszcze.

* * *

Gdy dziewczyna próbowała wydostać się z budynku, Logan wrócił właśnie i przechadzał się korytarzem. Coś mu nie pasowało. Wyczuł w instytucie obecność obcej, a zarazem bliskiej mu osoby. Przypomniał sobie nagle wszystko, co powiedziała mu Sarah.
Chwilę po tym wpadł do jednego z pomieszczeń, a widząc Scotta, Raya i Rogue nachylających się nad profesorem X, podbiegł do nich. Widząc czujnik, zareagował natychmiast.
-Nie dotykajcie tego, bo eksploduje!
-Logan... -natychmiast odsunęli się od Xaviera, odwracając w jego stronę. -wiesz, co tutaj się stało? -spytał zmartwiony Ray.
-Musicie się gdzieś schować i to natychmiast! -rozkazał rozzłoszczony.
-Nie, najpierw musimy zebrać resztę ludzi. -odezwał się pewnie Scott.
-Nie będę się chował. -Ray podszedł do nich i skrzyżował ręce przy klatce piersiowej. Wolverine warknął tylko i niechętnie ruszył wraz z nimi w stronę wyjścia. Na każdym kroku mijali nieprzytomnych studentów. W jednej z sal natknęli się również na Storm i Sunspota.
-Nawet Ty nie dałbyś im wszystkim rady. -przyznał zszokowany Cyklop, wpatrując się w nauczycielkę. Wolverine odwrócił się tylko gwałtownie, po czym odsunął się od nich na kilka małych kroków. Chciał wyjść z pomieszczenia, lecz nagle poczuł potężne uderzenie w ramię. Upadł na ziemię, spoglądając zdezorientowany na napastniczkę. Młoda dziewczyna, na pewno nie starsza od pozostałych studentów odgarnęła na bok swoje kasztanowe włosy. W jednej chwili ukazała lśniące pazury, zbliżając się do Logana. Scott podbiegł do nich z zamiarem powstrzymania jej, jednak po zaledwie sekundzie wylądował z hukiem na drugim końcu pomieszczenia. Pozostali cofnęli się widząc, jak sprawnie pokonała już dwoje z nich. Gdy brązowowłosa skupiła się w tym czasie na drugim chłopaku, Rogue zdjęła swoje rękawiczki.
-Nie dajesz mi wyboru. -podeszła do niej, jednak zanim zdążyła cokolwiek zrobić. X-23 powaliła już pozostałych, wykonała  przewrót nad nią i sama upadła na plecy, ciągnąc ją ze sobą. Mocno pociągnęła za rękawy Rpgue, odrywając je. Jednym sprawnym ruchem kopnęła ją mocno w plecy, zmuszając jednocześnie do wstania. Dziewczyna wylądowała kawałek dalej, upadając na zbierających się z podłogi chłopaków. Tym samym poraziła ich swoją mocą. Logan otrząsnął się i wstał.
-W co Ty się pakujesz? -odezwał się wściekły. Ona podbiegła do niego szybko i chciała zaatakować, jednak Logan odskoczył w ostatniej chwili. Nie miał się jednak czym chwalić, bo tuż po tym mocno kopnęła go w klatkę piersiową. Poleciał w tył i upadł na plecy. Spojrzała tylko na niego i po chwili wybiegła z pomieszczenia na korytarz. Nie oglądając się biegła prosto. Wolverine zaczął ją gonić... zatrzymał się dopiero w obszernym pomieszczeniu. Rozglądając się, powiedział:
-Chodź tu! Pogadaj ze mną! -nie czekał długo, ponieważ dziewczyna praktycznie od razu wybiegła w jego stronę, kopiąc przy tym marmurowy posążek, którym oberwał Logan. Gdy upadł na ziemię, dziewczyna nie traciła czasu. Nachyliła się przed nim i chciała już unieruchomić jego ręce, gdy ten mocno kopnął ją w brzuch. Łapczywie złapała powietrze, po czym odbiegła. Wskoczyła na regał z książkami. Wbiła pazury w sufit i zawisła w górze, przewracając mebel na mężczyznę. Odbiegł w ostatniej chwili, jednak się przewrócił. Brązowowłosa znów zaczęła uciekać. Jak najszybciej ruszył za nią, wysuwając własne pazury. Po chwili walki i nieudolnego drapania się schował je z powrotem, stając pewnie przed nią.
-Wiem jak Cię skrzywdzili. Nad nikim nie wolno się tak znęcać, a zwłaszcza nad dzieckiem. -przyznał łagodnym głosem, próbując ją uspokoić. Jednak na darmo.
-Nie jestem już dzieckiem! -wrzasnęła, próbując zaatakować go szponami. Tym razem Logan jednak z łatwością złapał ją za nadgarstki, ściskając mocno.
-Jesteś. Choć Ci dranie zniszczyli Twoje dzieciństwo. -spojrzał na nią uważnie, jednak ta tylko odepchnęła go mocno, kopiąc w brzuch. Sama odskoczyła w tył, patrząc na niego groźnie. Po chwili ruszyła prosto na niego, w ostatniej chwili skoczyła w górę i kopnęła go. Tuż przed nim z jej stopy wysunął się długi, pojedynczy pazur. To zszokowało Logana najbardziej. Jako że stał właśnie tuż przed wejściem głównym, opadł na drzwi, otwierając je i upadając za schody zewnętrzne. X-23 natychmiast wybiegła za nim.
-Czego od nas chcesz? -spytał, podnosząc się z ziemi.
-Nie od nich... tylko od Ciebie! -warknęła złowrogo.
-A co ja Ci zrobiłem? -spytał spokojnie.
-To wszystko Twoja wina! -krzyknęła, po czym zaatakowała go ponownie. -To kim się stałam to Twoja wina! -powtórzyła, kładąc wyraźny nacisk na słowo "twoja".
-Mylisz się, dziecko. Ja nic o tym nie wiedziałem. -odezwał się łagodnie, mogąc w końcu zaprzestać uników, gdy dziewczyna przewróciła się, uderzając się biodrem o posąg.
-Kłamiesz! -upierała się ciągle przy tym stwierdzeniu. Pozbierała się szybko i dalej atakowała. Opadała już z sił, ale nie miała zamiaru przestać. Gdy jeszcze raz go kopnęła, rozdarła pazurem jego koszulkę. Zdążył jednak odsunąć się na tyle, aby nie ucierpiała jego skóra. Po tym warknął cicho i wysunął z dłoni trzy duże szpony. Gdy ta znów chciała go zaatakować, zablokował jej atak swoimi pazurami. Usiłowała wykonać atak ponownie, jednak próbując uwolnić się od jego szponów, upadła na chłodną ziemię.
-Tak samo jak Ty jestem tylko ich ofiarą. -spojrzał na nią, chowając pazury. -Tylko ja jeden mogę zrozumieć co czujesz. -dziewczyna zapłakała cicho pod nosem, wstała i znów się zamachnęła, jednak Logan ścisnął jej nadgarstek, nawet nie ruszając się z miejsca. -A w dodatku być może jestem Twoim najbliższym krewnym.
-Nie... ja... nie mogę mieć rodziny...Nie mogę! -po jej policzku spłynęły nagle strumienie łez. Znieruchomiała i zaczęła płakać głośno. Schowała swoje szpony i spuściła głowę.
-Przestań... walczyć z uczuciami. -przymknął oczy. -Wypłacz się. -westchnął. W tej chwili dziewczyna mocno się w niego wtuliła. Zdziwiło go to, spojrzał na nią smutno, jednak po chwili ją objął. Nie przestawała płakać. Nagle spojrzała w górę, słysząc znany jej odgłos helikopterów. Cofnęła się wystraszona. Gdy wokół nich zaczęły krążyć światła, Logan odwrócił się do niej.
-Uciekaj! -machnął ręką. Dziewczyna przerażonym wzrokiem wciąż się w niego wpatrywała. -Nie bój się. Zajmę się nimi. Schowaj się gdzieś! Obiecuję, że jeszcze niedługo się spotkamy. Biegnij! -nakazał. Dziewczyna cofnęła się jeszcze bardziej. Wpatrywała się w niego jeszcze przez chwilę, aż w końcu ruszyła przed siebie. Gdy helikoptery wylądowały przed Loganem, jej już tam nie było. Z jednego z nich wyszedł wysoki, umięśniony mężczyzna o siwych włosach, ubrany w czarny płaszcz i przepaskę na lewym oku.
-Logan! -zawołał donośnie. Gdy podszedł do Wolverine'a, ten odezwał się od razu.
-Daj jej spokój! Dość się wycierpiała!
-Nie mogę tego tak zostawić! -spojrzał na niego groźnie.
-Jasne, że możesz. -przyznał pewnie. -I... na pewno zostawisz. -nie czekał nawet na odpowiedź. Odwrócił się i wolnym krokiem ruszył przed siebie.

2 komentarze: